Wojna na jedzenie

Amazon i Google co chwilę wbijają sobie szpilę i próbują przyciągnąć klientów nowymi usługami. Takimi jak dostarczanie jedzenia z internetu.

Od lat Amazon stara się wypracować sobie pozycję lidera sprzedaży internetowej, kosząc fizyczne sklepy z elektroniką, ubraniami czy książkami. Jednak jest branża, która skutecznie opiera się Amazonowi – mowa oczywiście o rynku świeżych produktów spożywczych. O ile możesz poczekać kilka dni na książkę, to jajka, chleb czy jabłka chcesz dostać wtedy, gdy jesteś głodny, a nie czekać na nie kilka dni. Ale i na tej gałęzi rynku korporacja położyła swoją łapę tworząc usługę Amazon Fresh, która ekspresowo dostarcza jedzenie klientom w kilku wybranych (amerykańskich) miastach

Nie do końca podoba się kolesiom z Google, którzy chcą pokrzyżować szyki konkurencji, dlatego odpalają własną odsłonę tej usługi w ramach Google Express. W pierwszej kolejności skorzystają z niej klienci San Francisco i jeszcze jednego (nieujawnionego) miasta. Czym usługa będzie różnić się od dowozu żywności przez przedstawicieli wielkich marketów spożywczych? Otóż będzie bazować na małych lokalnych dostawcach i to u nich realizować zamówienia. Jeśli bułki kupujesz u pani Halinki na rogu, a marchewkę od Wieśka z bazarku, niedługo kupisz to wszystko bez wychodzenia z domu, a Google dostarczy ci wszystkie produkty prosto pod drzwi.

Oczywiście pod warunkiem, że mieszkasz w jednym z uprzywilejowanych amerykańskich miast. Prędzej wyprzedzimy gospodarczo sąsiednie Niemcy, niż ktoś w Google pomyśli, by i nam ułatwić życie.

Odpowiedz