Pi może ładować gadżety na odległość

Tim Cook mógł zachwycać się podkładką ładującą dla iSprzętów, ale to ten gadżet jest rewolucyjny.

Powiedzmy to sobie szczerze – zachwyty pracowników Apple nad podkładką do ładowania słuchawek, iPhone’ów i Watcha są mocno przesadzone. Technologią zaprezentowana podczas ubiegłotygodniowej konferencji ma już swoje lata, a rolą Apple było jedynie zaadoptowanie jej do własnych urządzeń. Nie oznacza to jednak, że na polu ładowania bezprzewodowego nie można już niczego ulepszyć. Wbrew przeciwnie, niewielki startup udowodnił, że jesteśmy dopiero u progu wielkiej rewolucji.

To stożkowate urządzenie o nazwie Pi może przypominać dziwaczny głośnik, jednak jest ładowarką bezprzewodową, która wykorzystuje indukcję magnetyczną, to samo zjawisko, na którym bazują ładowarki Qi. Jednak Pi działa nieco inaczej, gdyż wykorzystuje algorytm, który tak modeluje wiązkę magnetyczną, że ta otacza stożkowate urządzenie. Oznacza to, że nie musimy kłaść naszego telefonu bezpośrednio na Pi, aby zacząć go ładować, wystarczy że sprzęt będzie leżał w niewielkiej odległości od urządzenia. Pi rozpocznie ładowanie niezależnie od tego, na którym boku ułożysz gadżet ani w którą stronę będzie zwrócony, liczy się tylko to, aby był w zasięgu pola elektromagnetycznego, czyli około 30 centymetrów od centrum stożka. Co więcej, sprzęt radzi sobie z ładowaniem kilku telefonów jednocześnie, po raz kolejny udowadniając, że w ładowarce od Apple nie ma nic nadzwyczajnego. Ponadto Pi jest gotowa do współpracy z każdym urządzeniem, które już dziś może być ładowane za pośrednictwem technologii Qi, dlatego mogłoby bardzo szybko zawojować rynek urządzeń mobilnych.

A to dopiero początek – pracownicy firmy twierdzą, że w chwili obecnej Pi może pracować z pełną mocą przy czterech urządzeniach jednocześnie, dołożenie każdego kolejnego nieco spowolni proces ładowania. Możliwe jest także zaprojektowanie mocniejszej wersji urządzenia, które byłoby zdolne do bezprzewodowego ładowania laptopów.

Na razie nie wiadomo, ile przyjdzie nam zapłacić za to cacko, ale twórcy szacują, że cena nie powinna przekroczyć 200 dolarów. Firma chce też nagrodzić pierwszych 314 klientów rabatem w wysokości 50 dolarów. Jeśli chcesz śledzić rozwój tego przedsięwzięcia, wejdź na stronę firmy i zapisz się do newslettera.

Trzymamy kciuki za powodzenie tej inicjatywy. Jeśli okaże się, że Pi działa jak należy, w przyszłości całkowicie uwolnimy się od kabli – komputery, monitory, myszki i klawiatury, wszystko to być może będziemy ładowali bezprzewodowo. Tesla byłby z nas dumny.

Źródło

PODOBNE POSTY

Odpowiedz