Nvidia Shield – pierwsze wrażenie

W zeszłym roku Nvidia zademonstrowała pierwsze multimedialne pudełko z serii Shield. Dziś wprowadza na rynek nowy, ulepszony model.

Usługi chmurowe z roku na rok stają się coraz popularniejsze i powoli wypierają klasyczne oprogramowanie. Nvidia postanowiła przyłączyć się do tego trendu i udowodnić, że w końcu jesteśmy gotowi na strumieniowanie gier z sieci. Czy pół roku po premierze pierwszego Shielda możemy uznać, że eksperyment o nazwie GeForce NOW zakończył się sukcesem?

Lifting, nie rewolucja

Zanim przejdziemy do grania, warto wyjaśnić sobie, czym jest nowy Shield. Wbrew pozorom nie jest to zupełnie nowe pudełko strumieniujące o lepszych podzespołach, a odświeżona wersja Shielda z minionego roku. Nvidia wsłuchała się w uwagi swoich klientów i poprawiła to, co w poprzednim pudełku irytowało najbardziej: nakładka na Androida TV została odchudzona, teraz wszystkie gry umieszczono w jednej aplikacji, zarówno te z Androida jak i usługi GeForce NOW. Koniec ze śmietnikiem w menu głównym, do dyspozycji otrzymujemy trzy rzędy kafelków: polecane treści, aplikacje użytkowe oraz gry. Miła odmiana po dość chaotycznym menu głównym w pierwszym Shieldzie, tym bardziej, że z odchudzonego systemu skorzystają także posiadacze poprzedniego pudełka strumieniującego.

Odchudzono również samą konsolę, która w podstawowej wersji jest znacznie mniejsza. W sprzedaży jest także większy Shield Pro wyposażony w dysk o pojemności 500 GB, który pozwoli zamienić pudełko w centrum domowej rozrywki. Najbardziej cieszy fakt, że od teraz każda konsola będzie sprzedawana w zestawie z pilotem, którego wcześniej należało dokupić oddzielnie.

20170116_153917_HDR

Na prośbę użytkowników przeprojektowano zarówno pilota jak i kontroler. Od teraz pilot zasilany jest klasyczną baterią i nie trzeba co chwilę ładować go za pośrednictwem kabla USB. Niestety, kosztem wydłużenia czasu pracy na baterii usunięto złącze słuchawkowe. Nvidia twierdzi, że to mała strata, gdyż niewielu klientów podpinało słuchawki do pilota.

Największą wizualną rewolucję przeszedł za to kontroler i to on jest największym atutem odświeżonego Shielda. Pierwszy model był zbyt masywny, nie trzymało się go zbyt wygodnie, a do wykończenia niektórych elementów wykorzystano plastik słabej jakości, który skrzypiał pod palcami. Ten, który znajdziesz w pudełku jest znacznie lepszy. Wygląda obłędnie (choć nie wszystkim do gustu przypadnie taka kanciasta forma) i doskonale układa się w dłoniach.

20170116_153810_HDR

Kontroler wyprofilowano podobnie do padów od Xboksa, a toporne przyciski regulacji głośności zastąpiono niewielkim paskiem dotykowym, podobnym do tego, który zastosowano w pilocie. Może nie jest on aż tak precyzyjny, jak przyciski funkcyjne, ale pozwolił odchudzić urządzenie. Zrezygnowano także z dotykowych przycisków funkcyjnych okalających logo Nvidii i zastąpiono je niewielkimi guzikami fizycznymi, które umieszczono tuż pod paskiem kontroli głośności oraz gałkami analogowymi. Nie zabrakło także wyjścia do podpięcia słuchawek. Tak od początku powinien wyglądać pad od Nvidii.

20170116_153945_HDR

Inteligentniejszy telewizor

Dotychczasowe dystrybucje Androida TV nie były doskonałe, znacznie lepiej sprawdzały się telewizory wyposażone w system WebOS czy Tizen. Na szczęście Android w Shieldzie sprawdza się o wiele lepiej, choć ucieszą się z niego głównie posiadacze starszych telewizorów bez systemu operacyjnego.

Domyślnie zainstalowano kilka najpotrzebniejszych aplikacji od Google: sklep Play, Music,, Movies oraz YouTube’a. Dodatkowo znajdziemy tu aplikację do przeglądania zdjęć i filmów, usługę strumieniowania plików Plex oraz Netfliksa. Jeśli korzystasz z polskiej wersji systemu, nie znajdziesz tu aplikacji Amazon Prime, na szczęście jest dość prosty sposób, aby z niej korzystać. Wystarczy ustawić język systemu na angielski i wyłączyć usługę lokalizacji, a aplikacja pojawi się w systemie.

Jak twierdzą przedstawiciele Nvidii, nie jest to błąd oprogramowania Shielda, a za brakiem aplikacji w polskiej wersji językowej systemu najprawdopodobniej stoi sam Amazon; firma prawdopodobnie chce najpierw porządnie zlokalizować aplikację, zanim udostępni ją szerszej publiczności.

Dopracowania wymaga za to aplikacja Google Play – mimo iż jeszcze przed rozpoczęciem testów miałem zakupione gry dla systemu Android TV, nie mogłem po prostu zainstalować ich z mojej biblioteki aplikacji, musiałem ręcznie je odnaleźć. Przydałaby się zakładka „Moje aplikacje”, w której znalazłyby się nie tylko te programy, które zainstalowano na Shieldzie, a wszystkie tytuły z mojego konta Google, które są zgodne z tym urządzeniem.

Znajdź wszystko

SHIELD_Remote_Cont_Voice_Bubble@2x

Wyszukiwanie głosowe jest jedną z największych zalet Shielda. Wystarczy nacisnąć jeden przycisk, aby wywołać Asystenta Google i wyszukać żądaną frazę. Jest to bardzo wygodne narzędzie, które pozwoli wyszukać zarówno filmy w usługach strumieniujących, jak i gry dostępne zarówno na Androida jak i GeForce Now. Wskaże ci tytuły filmów po gatunkach, reżyserach czy aktorach, od razu odsyłając do aplikacji, w której można je obejrzeć. Asystent przyspieszy także wyszukiwanie gier, choć nie jest nieomylny: rodzimego Wiedźmina odnajdzie tylko wtedy, gdy podasz jego angielski tytuł, mimo iż w usłudze masz dostęp do polskiej wersji językowej gry.

Zagrasz?

Grałem zbyt krótko, aby w pełni ocenić potencjał nowej odsłony Shielda, ale biorąc pod uwagę fakt, że za pracę urządzenia odpowiada dokładnie ten sam układ graficzny co w przypadku pierwszego pudełka, doświadczenia z zabawy powinny być zbliżone. Gry na Androida chodzą superpłynnie, a na pierwszy rzut oka nawet Wiedźmin 3 działa świetnie. Ułatwiono za to parowanie pudełka z komputerem, teraz wystarczy kilka kliknięć, aby bezprzewodowo przesyłać gry z peceta na ekran telewizora.

Ale aby w pełni wykorzystać potencjał drzemiący w Shieldzie, należy zasubskrybować usługę GeForce NOW, która pozwoli strumieniować gry z serwerów Nvidii, a zapłacimy za nią niemało, bo aż 10 euro. To znacząco podnosi koszt eksploatacji urządzenia, choć w zamian otrzymujemy dostęp do 66 gier. Dużo? Owszem, ale nie znajdziemy tu najnowszych tytułów, choć znalazło się kilka świetnych gier: drugi Wiedźmin, Tomb Raider czy pięć gier z serii LEGO, z których ucieszą się najmłodsi. Istnieje także możliwość dokupienia dodatkowych gier, ale te będą działać wyłącznie wtedy, kiedy będziemy opłacali nasz abonament. Na pocieszenie dostaniemy przy zakupie darmowe kody na Steama. Pozwoli to odpalić je na komputerze stacjonarnym nawet wtedy, kiedy pozbędziemy się Shielda, można także sprzedać je, aby zrekompensować sobie zakup dodatkowych gier na GeForce NOW.

Dla kogo?

Czas odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: czy w ogóle potrzebujesz tego sprzętu? Nvidia Shield nie jest skierowana do hardcore’owych graczy, gdyż nie oferuje najświeższych tytułów. To raczej uzupełnienie domowego centrum rozrywki, które pozwoli cieszyć się graniem na dużym ekranie bez przenoszenia komputera do salonu. Na pewno sprawdzi się wśród tych użytkowników, którzy nie mają jeszcze inteligentnego telewizora oraz wśród niedzielnych graczy, którzy nie gonią za nowościami. Cieszy także wsparcie dla treści 4K oraz obsługa technologii HDR, choć trzeba przyznać, że jeśli ktoś dziś korzysta z telewizora obsługującego te rozwiązania, na pewno ma w telewizorze aplikacje do odtwarzania filmów 4K HDR.

Największym problemem Shielda nie jest wcale to, że nie oferuje tak wielu tytułów jak konsole czy komputery. Cena samego pudełka też nie jest przesadnie wysoka – w komplecie otrzymujemy świetny pilot i jeszcze lepszy kontroler, a system działa naprawdę szybko i sprawnie. Problemem jest wysoki jak na polskie warunki abonament, który trzeba opłacić, aby w pełni korzystać z możliwości urządzenia. W tej cenie powinniśmy otrzymać dostęp do znacznie większej liczby gier, przydałyby się także prawdziwe perełki, które napędziły sprzedaż tej platformy. Gdyby np. Wiedźmin 3 był dostępny w ramach subskrypcji, a nie jako tytuł w sklepie GeForce NOW, Shield na pewno byłby znacznie bardziej łakomym kąskiem.

Mimo to ze sprzętowego punktu widzenia nie można Shieldowi nic zarzucić – działa szybko, najbardziej wymagające gry wyglądają na nim rewelacyjnie, a kontroler w końcu wygląda tak, jak powinien wyglądać od początku.

Wiem za to, kto nie powinien sięgać po tę konsolę: ci, którzy kupili poprzedniego Shielda. Oni również doczekają się aktualizacji systemu, a samo urządzenie nie oferuje więcej, niż jego pierwowzór. Znacznie lepiej będzie dokupić dodatkowe kontrolery z nowej generacji, niż wymieniać samo pudełko strumieniujące.

Od dziś można zakupić nową odsłonę Shielda. Za podstawową wersję zapłacimy 999 złotych, a model Pro z dyskiem 500 GB to wydatek rzędu 1479 zł.

PODOBNE POSTY

Odpowiedz