Kolarstwo – walka z czasem

Tour de France to nieustanna rywalizacja zawodników z uciekającymi sekundami. Największy wyścig kolarski na świecie potrzebuje tez odpowiedniego chronometrażysty, a tę rolę kolejny raz pełni szwajcarski producent zegarków Tissot.

Historia chronometrażu sportowego sięga końca przełomu XIX i XX wieku, kiedy to przywrócono ideę Igrzysk Olimpijskich. Starożytni Grecy do pomiaru czasu używali piaskowych klepsydr, a zegarki weszły do powszechnego użycia dopiero u progu minionego stulecia. W kolejnych latach ludzkość doskonaliła technologię pomiaru czasu (wynaleziono m.in. fotokomórki) i coraz częściej stosowała ją w sporcie.

Taka dyscyplina jak kolarstwo doskonale uwypukla znaczenie oficjalnego chronometrażu podczas zawodów sportowych. Tissot wie, jak przeprowadzać dokładne pomiary dzięki czerpaniu doświadczeń z wielu różnych dyscyplin sportu: logo szwajcarskiego producenta dostrzeżemy podczas meczów koszykówki w najlepszej lidze świata (NBA), wyścigów MotoGP czy Pucharu Sześciu Narodów w rugby. Dzięki wiedzy i wieloletniemu doświadczeniu Tissot w zakresie chronometrażu sportowego, organizatorzy Tour de France mogą mieć pewność, że pomiar czasu będzie wykonany na najwyższym poziomie i każdy ułamek sekundy zostanie skrupulatnie policzony. Dlaczego czas jest tak istotny?

Czas tworzy legendy. Jedną z najbardziej znanych historii w kolarstwie jest wyścig Tour de France z 1989 roku, kiedy to Greg LeMond rywalizował z reprezentantem gospodarzy Laurentem Fignonem. Amerykanin zdobył żółtą koszulkę lidera na etapie piątym, kiedy to wygrał jazdę indywidualną na czas z Dinard do Rennes. Fignon stracił na trasie 56 sekund, a w klasyfikacji generalnej przegrywał o zaledwie 5 sekund. Taki stan rzeczy utrzymywał się aż do 10. etapu. LeMond nie dawał za wygraną i odzyskał prowadzenie w wyścigu na 15. etapie, kiedy znów dał popis świetnej jazdy w trakcie czasówkek. Fignon nie chciał się poddać i zawalczył o odzyskanie przodownictwa w wyścigu w jednym z jego najbardziej legendarnych miejsc – L’Alpe d’Huez. Linię mety pokonał wraz z wyśmienitym góralem Pedrem Delgado i znów założył koszulkę lidera. Dzień później powiększył przewagę nad LeMondem do 50 sekund i wydawało się, że tylko katastrofa może odebrać Francuzom pierwszy od czterech lat triumf ich rodaka.

Ostatni dzień rywalizacji to kolejna jazda indywidualna na czas z Wersalu do Paryża, na dystansie niecałych 25 kilometrów. Wszyscy wiedzieli jak znakomitym specjalistą od czasówek jest LeMond, ale długo wydawało się, że Fignon się obroni. Gdy Francuz docierał do mety, cały świat wpatrywał się w ekrany telewizorów jak zaczarowany, licząc uciekające mu sekundy. Finalnie Amerykanin okazał się lepszy w całym wyścigu o… 8 sekund. Blisko 3300 kilometrów z Luksemburga przez legendarne wspinaczki w Pirenejach i Alpach do Pól Elizejskich w Paryżu, a dwójkę najlepszych zawodników dzieliło zaledwie 8 sekund.

Jedna z największych gwiazd współczesnego kolarstwa – Alberto Contador – w wyścigach etapowych ekscytował efektownym stylem jazdy i walką z upływającym czasem. Dwukrotnie podczas prestiżowego wyścigu Paryż – Nicea, odbywającego się u progu kolarskiego sezonu, „El Pistolero” zajmował drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Przed rokiem Hiszpan musiał uznać wyższość zawodnika Team Sky, Walijczyka Gerainta Thomasa, który pokonał Contadora o 4 sekundy. Na nic zdały się szarże „Księgowego” na pagórkach wokół Nicei podczas ostatniego etapu wyścigu. W trakcie tegorocznej edycji tego samego wyścigu Contador znów musiał uznać wyższość zawodnika Team Sky. Tym razem zwycięstwo, zaledwie o 2 sekundy, odniósł Kolumbijczyk Sergio Henao.

Tissot w roli chronometrażysty

Przy decydującej roli czasu w kolarstwie wielka odpowiedzialność spoczywa ma oficjalnym chronometrażyście wyścigu. Zarówno w przypadku rywalizacji LeMonda i Figona w 1989 roku, jak i podczas zmagań Alberta Contadora na trasie Paryż – Nicea, za oficjalny pomiar czasu odpowiedzialna była marka Tissot. Szwajcarski producent zegarków współpracuje ze światową federacją kolarską od ponad dwóch dekad, a w kolarstwie obecny jest od dziesięcioleci. Marka Tissot ściśle współpracuje także z firmą Amaury Sport Organisation, która jest odpowiedzialna za organizację największych wyścigów kolarskich na świecie. Wskazówki zegarów Tissot decydują o rozstrzygnięciach Tour de France, Vuelta a Espana, tygodniowych wyścigów wieloetapowych jak Paryż – Nicea oraz wyjątkowo ciężkich klasyków jak legendarna „Staruszka”, czyli Liege – Bastogne – Liege.

Jak dokładne są urządzenia Tissot, mogliśmy przekonać się podczas 7. etapu tegorocznej Wielkiej Pętli. Sprinterski odcinek z Troyes do Nuits – Saint – Georges padł łupem Marcela Kittela, który pokonał Edvalda Boasson Hagena o „błysk szprychy”. Wskazanie gołym okiem zwycięzcy było praktycznie niemożliwe i o tym kto triumfował, dowiedzieliśmy się dopiero dzięki nagraniom z fotofiniszu. Różnica pomiędzy zawodnikiem Quick Step Floors, a Norwegiem z Dimension Data wyniosła 0,0003 sekundy, a to w przeliczeniu na dystans daje nam… 6 milimetrów.
Podczas sprinterskich etapów takie minimalne różnice są dość częstym zjawiskiem i wydawało się, że sędziowie będą mieć kilka dni wolnego od analizowania nagrań z mety klatka po klatce… Nic bardziej mylnego! Podczas 9. etapu znów fotofinisz decydował o tym, kto zwyciężył na etapie i to pomimo siedmiu górskich premii! Po zjazdach z Mont du Chat walkę o zwycięstwo stoczyła szóstka zawodników, a najlepszy okazał się Rigoberto Uran (Cannondale – Drapac), a różnica z jaką pokonał Warrena Barguila była tak niewielka, że początkowo to Francuz cieszył się z wygranej. Fotokomórka Tissota odebrała jednak radość zawodnikowi ekipy Sunweb.

O tym jak istotną rolę pełni chronometrażysta mówi sam dyrektor Grand Touru – Christian Prudhomme: Istotna jest dla nas możliwość zaufania chronometrażyście wyznającego tę samą wizję sportu, co ASO. Dzięki temu wysiłek cyklistów jest zawsze na pierwszym miejscu, a sportowcy mogą cieszyć się zasłużonym podziwem w oczach kibiców.
Na tym zaangażowanie marki w liczenie czasu upływającego na jeździe na dwóch kółkach się nie kończy. Rolę oficjalnego chronometrażysty Tissot pełni także podczas mistrzostw świata w kolarstwie szosowym, górskim czy BMX.

Marzenia o polskim liderze

Do tej pory polscy kibice mogli tylko raz podziwiać rodaka w żółtej koszulce lidera największego kolarskiego wyścigu na świecie. W 1987 roku Lech Piasecki przez jeden dzień mógł cieszyć się z prowadzenia wyścigu i od tego czasu wciąż nie możemy doczekać się Polaka w żółtym trykocie. Najbliżej był Michał Kwiatkowski, kiedy to w barwach ekipy Omega Pharma – Quick Step „Kwiato” zajął wraz z kolegami drugie miejsce w drużynowej jeździe na czas. Australijczycy z teamu Orica – GreenEdge byli lepsi o niecałą sekundę i to zdecydowało, że Polak nie objął prowadzenia w wyścigu.

Zegarki dla fanów kolarstwa

Z okazji współpracy przy organizacji Tour de France projektanci Tissot stworzyli dwa zegarki z limitowanych serii Tissot T-Race Cycling Tour de France Special Edition oraz Tissot Chrono XL Tour de France Special Edition. Oba modele nawiązują swoimi żółtymi zdobieniami do barw charakterystycznych dla Wielkiej Pętli oraz żółtej koszulki lidera wyścigu. Czasomierze cieszą oko swoją dynamiczną formą, a logo Tour de France wygrawerowane na deklu koperty nadaje im wyjątkowego charakteru.

Kuba Szymański

PODOBNE POSTY

Odpowiedz