Kłótnia redakcyjna: samochód spalinowy czy elektryczny?

Elon Musk chciałby utrzeć nosa paliwowym gigantom i wyplenić silniki spalinowe z powierzchni ziemi. Ale czy jesteśmy gotowi, aby przesiąść się do aut elektrycznych?

Bohaterowie dramatu:
Emil Borzechowski, Redaktor Naczelny magazynu Stuff
Jarosław Babraj, Brand Director marki Stuff

Jarosław Babraj: Brawo dla pana naczelnego, 9:28 i już jest w pracy! Jeszcze trochę potrenujesz i zmieścisz się w kwadransie akademickim.

Emil Borzechowski: Wolę tłuc się komunikacją miejską i raz na jakiś czas się spóźnić, niż jeździć niszczarką pieniędzy. Dobrze się czujesz w roli truciciela przyrody?

JB: Chyba nawdychałeś się za dużo spalin z autobusów i włączył ci się agresor. Ogarnij się, kup sobie samochód i zacznij żyć jak człowiek.

EB: Prędzej wsiądę na rower elektryczny niż do samochodu napędzanego martwymi dinozaurami. Albo poczekam, aż Tesla na dobre wejdzie na polski rynek.

JB: Tesla jest na polskim rynku – ten samochód kupuje się przez internet, a nie w salonach. Jednak parafrazując pewnego myśliciela: no to se jeszcze poczekasz. Auta elektryczne dobrze wyglądają tylko na papierze, a w rzeczywistości…

EB: …jeszcze lepiej. Są ciche, nie emitują spalin do atmosfery a koszt ich utrzymania jest znacznie niższy…

JB: …bo możesz jeździć nimi tylko do warzywniaka i z powrotem, na dłuższe wojaże nie pozwoli ci bateria. Jeśli chcesz, aby twój świat ograniczał się do obszaru jednego miasta, droga wolna, sprowadź sobie Teslę. Albo dwie, na wypadek, gdyby jedna nagle się rozładowała i będziesz zmuszony holować ją do garażu.

EB: Nie wiedziałem, że jesteś tak bogaty, że za każdym razem kiedy skończy ci się benzyna, kupujesz nowe auto z pełnym bakiem, zamiast pojechać na stację. Zdradzę ci pewien sekret: samochody elektryczne nie jeżdżą na baterie z Ikei, możesz podpiąć je do stacji ładującej…

JB: …które w Polsce przypominają jednorożce – podobno ktoś je kiedyś widział, ale nikt nie wie, gdzie je znaleźć. Przypomnij mi proszę – ile w Polsce jest ładowarek Tesla SuperCharge? Dwie czy już trzy? Dopóki sieć stacji ładowania nie będzie tak gęsta, jak sieć stacji paliw (a nawet gęstsza biorąc pod uwagę średni zasięg), dopóty auta elektryczne będą zabawką dla rozrzutnych hipsterów. Stawiam na sprawdzone technologie. Co więcej, zatankowanie paliwa zajmie mi maksymalnie kilka minut. Naładowanie baterii to kilka godzin, w najlepszym wypadku godzina.

EB: Gdyby wszyscy myśleli tak jak ty, zamiast w samochodzie, siedziałbyś na furmance i w roli pedału gazu używał bata. Bo po co trudzić się i wiercić dziury w ziemi w poszukiwaniu ropy, skoro można dać koniowi od czasu do czasu poskubać trawęi zaprząc go do wozu, kiedy zabraknie ci piwa w lodówce. Brawo, panie postępowiec!

JB: Rewolucji nie wprowadza się z dnia na dzień, te najskuteczniejsze to efekt kilkuletniej pracy: francuska, przemysłowa czy seksualna, wszystkie potrzebowały czasu, aby zakorzenić się w społeczeństwie. Czy kiedykolwiek stwierdziłem, że samochody elektryczne to ślepa ścieżka rozwoju motoryzacji? Nie, za to ty zachowujesz się tak, jakbyś po obejrzeniu reklamy kibla z systemem podmywania nagle przestał się podcierać, bo to takie passé, niehigieniczne i przestarzałe. Na miłość boską, kup sobie ten kibel, ale zanim do ciebie dotrze, poświęć kilka drzew i użyj papieru toaletowego!

EB: A ty sprawdź, czy jakiś Janusz motoryzacji podczas przeglądu nie podłączył ci wydechu do klimatyzacji, we łbie ci się już miesza od tych spalin. Jeśli ktoś potrzebuje auta na długie podróże, niech sprawi sobie hybrydę i problem z głowy. Rewolucja, jak stwierdziłeś, postępuje powoli…

JB: …ale nie aż tak wolno, jak ładują się samochody elektryczne. Kiedy ty przez kilkanaście godzin będziesz ładował swojego elektryka, ja zdążę przepalić dwa baki. I przejechać pół Europy.

EB: Szybkie ładowanie, mówi ci to coś? Nowy Nissan Leaf ładuje się do 80% w 40 minut…

JB: …przy użyciu specjalnej ładowarki, do której nie zawsze masz dostęp. A w te 40 minut zdążę przejechać 80 kilometrów na autostradzie. Spróbuj mnie dogonić tą elektryczną zabaweczką.

EB: Chyba nie widziałeś, jakie przyspieszenie mają te „zabaweczki”. W wyścigu na ¼ mili twój parchowóz na holenderskim gazie nie miałby z nimi szans.

JB: Proponuję inny wyścig, na Mazury i z powrotem. Mógłbym jechać na wstecznym, a i tak poległbyś z kretesem, bateria w elektryku rozładowałaby się w połowie drogi i musiałbyś ciągnąć auto do najbliższego gniazdka. Zanim byś je naładował, ja już od kilku godzin siedziałbym w redakcji i opijał zwycięstwo. I nie mówię tu o Tesli za pół miliona złotych, porównujmy auta w podobnym przedziale cenowym – powiedzmy około 100.000 zł.

EB: Pij sobie ile chcesz, tylko nie zapomnij nalać swojemu autku. Ja na twoim miejscu dałbym mu ultimatum – albo zapisujesz się do AA, albo idziesz na złom. I na serio nie rusza Cię ekologia i trucie środowiska spalinami?

JB: Rusza mnie, tylko w Polsce elektryczne auta mają niewiele wspólnego z ekologią!

EB: Ach, czyli według Ciebie smrodzą i wypluwają chmury toksycznych spalin jak twój staruszek Diesel?

JB: Nie, ale pomyśl skąd się bierze w Polsce prąd? No jak tam, coś tam świta pod kopułką? Czekaj, zmarszczyłeś czoło więc pewnie sobie przypomniałeś, że w większości z węgla! Węgla, który trzeba najpierw spalić, aby pozyskać energię elektryczną. Idzie sezon grzewczy, znów naczytasz się o smogu, do którego przyczyniają się piece węglowe. Jazda elektrykiem ma się tak do ekologii, jak pięść do nosa. Jeśli pozyskiwalibyśmy energię w sposób ekologiczny, to inna rozmowa. No i jeszcze jedno – co robisz ze starą baterią swojego komputera albo telefonu?

EB: Zdziwię Cię! Oddaje do punktu zbiórki odpadów niebezpiecznych. I co cwaniaczku?

JB: Brawo Ty! Klękam przed Tobą z podziwem, bo większość ludzi wywala je do kosza. Ale słowo klucz to punkt zbiórki odpadów niebezpiecznych. Nikt tak naprawdę nie policzył, jaki ekologiczny koszt ponosimy utylizując ogromne zestawy akumulatorów montowanych w autach. A znając cwaniactwo niektórych naszych rodaków, częściej będą one lądować na dzikich wysypiskach, niż zostaną ODPŁATNIE zutylizowane.

PODOBNE POSTY

Odpowiedz