Powoli wkraczamy w świat rodem z serii Ghost in the Shell, w którym widok robotów strzegących przestrzegania prawa nie robi na nikim najmniejszego wrażenia.

Japonia, to ten kraj jako pierwszy powierzy swoje bezpieczeństwo zautomatyzowanym strażnikom. W ostatnich dniach zaprezentowano dwa programy, które wykorzystają drony do monitorowania bezpieczeństwa na ulicach japońskich miast. Za pierwszy z nich odpowiada firma Secom i jej dron stworzony z myślą o firmach ochroniarskich. Ma on fotografować pojazdy i osoby, które wtargną na teren prywatny. Niestety nie sprawdzą się podczas pościgu, gdyż rozpędzą się najwyżej do 10 kilometrów na godzinę.

Drony Secom nie są skierowane do użytkowników prywatnych, o czym świadczy ich cena: kosztują aż 800 tysięcy jenów (ok. 26000 zł), a za miesięczny monitoring powietrzny trzeba zapłacić 5000 jenów (ok. 160 zł).

Władze Tokio chcą zaś wykorzystywać drony w walce ze zorganizowaną przestępczością. Jak zapowiedziała tamtejsza policja, stworzono specjalny wydział z dronami-kamikadze, które będą strzegły najważniejszych instytucji i osób w państwie. Jednostki w ciągu kilku minut wzbiją się w powietrze i unieszkodliwią podejrzane obiekty latające (np. inne drony), które mogłyby zagrozić bezpieczeństwu przedstawicieli państwa.

Jeszcze kilka lat temu takie scenariusze widzieliśmy tylko w filmach, dziś powoli wdrażamy je do powszechnego użytku i wkraczamy w nową erę, pełną futurystycznych wynalazków, których nie powstydziliby się cenieni pisarze SF.

PODOBNE POSTY

Odpowiedz