Długa droga do szkoły przyszłości

Ciężkie plecaki, papierowe książki, zeszyty. Microsoft chce zerwać z tym tradycyjnym modelem szkoły. Zastanawiamy się, jak mogłaby wyglądać edukacja przyszłości.

1 września, Szkoła Podstawowa nr 3 w Ząbkach. Do pustych jeszcze sal lekcyjnych wchodzą dziennikarze z branży technologicznej, którzy tornistry odstawili w kąt wiele lat temu, a szkolne ławki zamienili na redakcyjne biurka. Od razu zorientowali się, że trafili do zupełnie innej szkoły niż ta, która zagnieździła się w ich pamięci.

Tablica jest, owszem, ale magnetyczna, nie kredowa. Wydaje się dziwnie mała i wisi gdzieś na uboczu, wciśnięta w kąt. Rozmiarem bardziej przypomina niewielkie tablice wykorzystywane podczas spotkań firmowych, a nie kredowe monstrum mieszczące rozwiązanie najbardziej złożonych działań matematycznych. W centralnym miejscu sali zawieszono ekran projekcyjny, a na ławkach zamiast książek i zeszytów leżą hybrydowe komputery Microsoftu.

Witamy w szkole przyszłości.

Oswoić z technologią

Szkoła Podstawowa w Ząbkach jest jedną z nielicznych w kraju, która podjęła ścisłą współpracę z firmą Microsoft, aby przygotować uczniów do funkcjonowania w świecie, w którym komputer jest niezbędnym narzędziem pracy. Lekcje o charakterze multimedialnym pozwalają nauczycielom lepiej zwrócić uwagę na przekazywane treści, a przy okazji oswajają dzieci z najpopularniejszymi programami, takimi jak pakiety biurowe, proste programy graficzne czy przeglądarki internetowe.

Microsoft nie bez powodu zaprosił na lekcję pokazową dziennikarzy technologicznych, chciał pokazać nam, jak pakiet Office może usprawnić naukę – zarówno w szkole, jak i w domowym zaciszu. Nasze „zajęcia” skupiały się wokół zagadnień poruszanych w ramach Akademii Office Junior, programu zachęcającego uczniów i rodziców do korzystania z rozwiązań chmurowych oferowanych przez pakiet Office 365.

Mógłbym skupić się wyłącznie na szkoleniu, które przeprowadzili z nami przedstawiciele Microsoftu, ale zagłębiłbym się w tej tematyce zbyt pobieżnie i tylko po łebkach opisałbym wyzwania, przed jakimi w najbliższych latach staną nauczyciele. Opierając się na tych zdawkowych informacjach przekazanych nam podczas prezentacji, chciałbym odpowiedzieć na bardzo ważne pytanie: czy technologia wywróci do góry nogami całą edukację?

Zacznij od szlaczków

Pierwszy dzień w szkole. Siadasz w ławce i nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, że przez kilka kolejnych lat będzie twoim drugim domem. Po kilkunastu długich minutach przedstawiania się i oswajania z nowym miejscem, wyjmujecie ćwiczenia i zaczynacie rysować szlaczki. To wstęp do nauki pisania, jednej z najważniejszych umiejętności, które opanujesz w swoim życiu.

Zatrzymajmy się w tym miejscu. Jeżeli na dobre opuściłeś mury szkoły i od lat realizujesz się zawodowo, przypomnij sobie, jak często przychodzi ci pisać coś odręcznie. O ile nie nazywasz się Robert Lewandowski i nie rozdajesz setek autografów dziennie, prawdopodobnie korzystasz z tej umiejętności wyłącznie podczas podpisywania umów, potwierdzeń odbioru przesyłki czy dokumentów urzędowych. W każdym innym przypadku prawdopodobnie robisz notatki korzystając ze zdobyczy technologii – wysyłasz maile, SMS-y, notujesz na telefonie czy tablecie. Tak bardzo zżyłeś się ze swoim smartfonem, że zawsze musisz mieć go ze sobą, nawet jeśli wiesz, że nie będzie ci potrzebny. Czy równie gorliwie dbasz o to, aby zawsze mieć przy sobie notatnik i coś do pisania? Szczerze wątpię.

Owszem, część z nas wciąż woli prowadzić odręczne notatki, ale prędzej czy później postęp technologiczny i tak zmusi nas do korzystania z klawiatury. W pracy korzystasz z edytorów tekstu, pisma urzędowe piszesz na komputerze, rozmawiasz ze znajomymi za pośrednictwem komunikatora, a rachunki za prąd przychodzą na twoją skrzynkę mailową.

W szkole zaś wciąż króluje zeszyt i ołówek, klawiaturę musisz opanować we własnym zakresie.

Wyobraź sobie, że szkoła uczy cię bezwzrokowego pisania na klawiaturze, a polonista przeprowadza dyktanda w edytorze tekstu z wyłączonym sprawdzaniem poprawności pisowni. Nauczyciel blokuje możliwość przełączania się do innej aplikacji, dlatego nie możesz sprawdzić, czy dobrze zapisałeś dane słowo. Kartkówka kończy się, zapisujecie swoje prace na dysku w chmurze. I tu dopiero zaczyna się cała zabawa.

Korzystając z odpowiednich narzędzi analitycznych, nauczyciel mógłby w kilka sekund wyłapać błędy w przesłanych dokumentach, porównując je z materiałem referencyjnym, z którego przeprowadzał dyktando. Po kilku minutach wszystkie prace zostałyby poprawione i ocenione, a uczniowie od razu mogliby je przejrzeć, aby zobaczyć, jakie błędy popełnili. Przeprowadzanie takich sprawdzianów byłoby znacznie mniej czasochłonne, dlatego mogłyby odbywać się niemal na każdej lekcji.

Wydaje ci się, że nauka ortografii na komputerze jest bezsensowna? Wejdź na dowolny ogólnopolski serwis informacyjny i spójrz, ile błędów popełniają zarówno dziennikarze, jak i komentujący. Nieśmiało chciałbym ci przypomnieć, że większości z nich mogli uniknąć, gdyby tylko korzystali z funkcji sprawdzania pisowni. Gdyby przez kilkanaście lat uczyli się pisać na komputerze, a edytor tekstu za każdym razem wytykał im popełniony błąd, być może w końcu przestaliby kaleczyć język.

Twój mózg nie lubi komputera

Niestety, przesiadka z zeszytu na Worda może mieć negatywny wpływ na zdolności zapamiętywania. W 2012 roku badaczka Karin James z Indiana University przeprowadziła ciekawe doświadczenie: poprosiła dzieci, które jeszcze nie potrafią pisać, aby odwzorowały pokazany im kształt-literę. Badanych podzieliła na trzy grupy: jedna miała narysować kształt własnoręcznie, druga połączyć kropki, trzecia zaś wstukać znak na klawiaturze. Okazało się, że mózg aktywował najwięcej obszarów podczas pisania odręcznego, mózgi dzieci piszących na klawiaturze były znacznie mniej aktywnie.

Podobnych eksperymentów przeprowadzono znacznie więcej, portal Wyborcza.pl wspominał np. o badaniach Pam A. Mueller z Uniwersytetu Princeton i Daniela M. Oppenheimera z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, w których udowodniono, że studenci prowadzący notatki z wykładów na komputerze wyłapują znacznie więcej informacji niż ci piszący odręcznie, ale znacznie mniej zapamiętują i szybko zapominają to, co zanotowali.

Podejrzewa się, że pisanie odręczne jest tak wartościowe głównie dlatego, że aktywuje obszar mózgu zwany ośrodkiem Broki, odpowiedzialny za generowanie mowy. Jak łatwo się domyślić, obszar ten pozostaje uśpiony w trakcie wprowadzania tekstu za pomocą klawiatury. Ponadto pisanie odręczne wymaga więcej czasu i skupienia się, dlatego nasz mózg znacznie lepiej przyswaja informacje.

Mimo badania zdają się prowadzić do wspólnych wniosków, nie demonizowałbym klawiatury. O ile we wczesnej fazie pisanie odręczne rzeczywiście może przynosić lepsze efekty, to do badań Mueller i Oppenheimera podchodziłbym z ostrożnością – w końcu studenci biorący udział w eksperymencie od najmłodszych lat byli wychowywani w kulturze pisma odręcznego i dopiero z biegiem czasu przerzucili się na klawiaturę. Czy wyniki byłyby takie same, gdyby do badań przystąpiły osoby, które od najmłodszych lat pisały na klawiaturze, a pisma odręcznego nauczyły się znacznie później?

Złoty kompromis

Dziś nikt nie odpowie na te wszystkie wątpliwości i być może wcale nie będzie musiał – w końcu system rozpoznawania pisma jest już obecny w pakiecie Microsoftu, jeśli firmie udałoby się nakłonić szkoły do ścisłej współpracy, uczniowie mogliby pisać rysikiem na tabletach, a zapiski te byłyby natychmiast digitalizowane. Wydaje się, że byłby to doskonały sposób, aby powoli przeprowadzić rewolucję informatyczną w edukacji.

Liczenie czy myślenie?

Druga lekcja matematyki z rzędu, przez godzinę tępo przyglądasz się w tablice, czekając, aż twoi koledzy rozwiążą równanie, które ty już dawno opanowałeś. Masz mnóstwo czasu na zastanawianie się, w jaki sposób wykorzystasz wiedzę o obliczaniu powierzchni kuli podczas planowania akcji reklamowej dla dużej korporacji, w której będziesz pracował za dziesięć lat. Minie jeszcze kilka tygodni, zanim przyjdzie twoja kolej na odpowiedź. Gdyby nuda miała swoją wagę, już dawno zarwałoby się krzesło, na którym siedzisz.

Przedstawiciele Microsoftu zaprezentowali ciekawą funkcję programu OneNote: automatyczne rozwiązywanie zadań. Uczeń wpisuje odręcznie równanie, system rozpoznaje pismo i przerabia je na wersję cyfrową, a następnie krok po kroku pokazuje, jak je rozwiązać. Gdybyś miał taki program za młodu, prawdopodobnie odrabianie prac domowych byłoby znacznie prostsze, prawda?

Już słyszę ten lament, który wydobywa się z ust miłośników Królowej Nauk. Że niby matematyka uczy myślenia, rozwiązywania problemów! Tak, mają rację, matematyka uczy logiki, podobnie jak wiele innych czynności: nauka języków obcych, rozwiązywanie równań chemicznych czy analizowanie tekstu naukowego. Ale tak jak recytowanie z pamięci Mickiewicza nie zrobi z ciebie poety, tak wykucie na blachę tabliczki mnożenia i wzorów nie sprawi, że opracujesz Teorię Wszystkiego. To tak nie działa.

Przypomnij sobie zadanie z dyktandem i wyobraź sobie, że dzieci rozwiązują na lekcjach problemy matematyczne symultaniczne, a wszystkie wzory mają podane na tacy. Mają rozwiązać problem, a obliczenia wykonuje za nich komputer. Jak myślisz, ile zadań zdążą w ten sposób rozwiązać w ciągu jednej lekcji? Na pewno więcej niż na tablicy, a każda samodzielna praca będzie mogła być szybciej oceniona. Sama umiejętność wykonywania podstawowych obliczeń jest ważna, ale bez nauki logicznego myślenia – zupełnie bezużyteczna.

Zastanów się – czy twórca stron internetowych musi znać język asemblera, aby tworzyć skrypty PHP? Skoro nie, dlaczego nie zautomatyzujemy niektórych procesów matematycznych i nie skupimy się na rzeczach ważniejszych: argumentowaniu, wyciąganiu wniosków i szukaniu zależności? Świat poszedł już tak daleko w przyszłość, że na lekcjach matematyki powinno się uczyć zastosowań praktycznych i wprowadzić powszechną naukę programowania. Do tego tematu wrócę jednak pod koniec tekstu.

Sztuka sztuce nierówna

Plastyka i muzyka… twoje ulubione zajęcia – czego byś nie robił, nie nauczysz się śpiewać, więc zawsze jakoś przepchną cię do kolejnej pracy. Rysować także nie każdy potrafi, dlatego nie obawiasz się, że nauczyciel cię obleje. Żyć nie umierać.

Kiedy byłeś mały, pewnie nie zdawałeś sobie sprawy z tego, że tzw. przedmioty artystyczne mogłyby ci się do czegoś przydać. A potem dowiedziałeś się, jak duże jest zapotrzebowanie na grafików i ze złości połamałeś kredki swojego dziecka. Microsoft podczas prezentacji udowodnił, że każdy może pracować z programami graficznymi. Nauka Painta 3D wydawała się prostą zabawą, ale tylko do czasu aż nie pokazano nam, że projekty można szybko i łatwo przenieść do prezentacji i demonstrować je z każdej strony.

Szkoła powinna nauczyć cię podstawowych technik rysunku, modelowania i malowania, ale bądźmy szczerzy – dziś obrazy kupujemy w Ikei, a nie w galerii sztuki. Przyszłością artystów jest sztuka cyfrowa: digital painting, edycja zdjęć, modelowanie 3D czy chociażby tworzenie grafiki stron internetowych. Pewnie nikt nie uczył cię tego w podstawówce, prawda? Nie martw się, mnie też.

Szkoła dziś, szkoła jutra

Chyba już wiesz, dokąd to wszystko zmierza. Współczesna szkoła często uczy nas tego, co w życiu nigdy nam się nie przyda, zupełnie ignorując postęp technologiczny oraz umiejętności, które przydałyby się w dorosłym życiu. Ale nie musi tak być – wyobraź sobie, że na koniec roku szkolnego musiałbyś zrobić grę komputerową. Nie, to nie jest żart.

RPG Maker – jeden z wielu programów do robienia gier, które nie wymagają znajomości żadnego języka programowania

Na rynku dostępnych jest mnóstwo programów, które pozwalają stworzyć grę nawet największym laikom. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby na którymś etapie edukacji wdrożyć taki program i kazać uczniom zaprojektować grę, w której zaprojektują fizykę obiektów, wydarzenia losowe oparte na zmiennych, assety graficzne, scenariusz oraz ścieżkę dźwiękową, a wszystko to osadzą w z góry narzuconych realiach historycznych. Pamiętasz, jak wspominałem o tym, że pisanie odręczne stymuluje wiele obszarów mózgu? Taki projekt prawdopodobnie działałby równie stymulująco.

Wydaje mi się, że Microsoft podobnie spogląda na przyszłość edukacji, o czym najlepiej świadczy fakt, że po zakupie praw do Minecrafta stworzył jej specjalną odsłonę wykorzystywaną w procesie edukacji.

Nie ciesz się zbyt szybko

Wizja szkoły komplementarnej, która uczy umiejętności, a nie zapamiętywania, może pobudzać wyobraźnię, niestety przed korporacjami jest jeszcze długa droga do jej urzeczywistnienia. Nawet jeśli powstałby taki ośrodek, jego wychowankowie czuliby się mocno zagubieni w prawdziwym świecie – w końcu wszyscy ich rówieśnicy podążaliby „staroświeckim” cyklem nauczania. Jak porównać ich umiejętności? Jak przeprowadzić rekrutację na studia i wyjaśnić wykładowcom, że część czynności wykonuje za nich komputer? Na razie jest to niemożliwe.

Na koniec zostawiłem małą ciekawostkę. Mark Zuckerberg poinformował, że jego ludzie pracują nad urządzeniem, które będzie w stanie przerabiać nasze myśli na słowa. Będziemy mogli pisać myśląc o tekście. Brzmi świetnie, prawda? To jeszcze nie koniec. Już teraz prowadzi się badania nad stworzeniem interfejsu mózg-komputer, który pozwoliłby nam za pośrednictwem myśli wchodzić w interakcję z elektroniką. Naukowcy twierdzą, że jednym z ośrodków, który umożliwiłby nawiązanie takiego połączenia jest… ośrodek Broki. Ten sam, który sprawia, że informacje zapisywane odręcznie są przez nas lepiej zapamiętywane. Czy wprowadzanie słów za pomocą myśli, wykorzystując w tym celu ośrodek Broki pomogłoby nam lepiej zapamiętywać dane? Bardzo prawdopodobne.

A gdyby tak w ogóle wykluczyć z edukacji naukę formułek i wgrywać je do mikroprocesora podłączonego do mózgu, a na lekcjach uczyć się tylko wykorzystywania zgromadzonej wiedzy w praktyce? To piękna i przerażająca wizja, jednak zanim będziemy mogli ją wdrożyć musi minąć wiele, wiele lat.

PODOBNE POSTY

Odpowiedz